26 Wrzesień 2020, 05:55:27

Aktualności:

>>> SPOTKANIA KFM <<<
Serdecznie zapraszamy na wspólne spotkania: każdy PIĄTEK 19:00 - LOKAL CKR
Szczegóły w wątku.



Guca - Kosowo 2013

Zaczęty przez pat, 9 Marzec 2013, 10:40:50

Poprzedni wątek - Następny wątek

czakbazak

Wstępnie też się piszę. Termin mi odpowiada no i ładny kawałek trasy do zrobienia.
Mirek
602621427 

Instalacje alarmowe. Kamery. Monitoring. Anteny. Domofony. Wideodomofony.

pat

Cytat: czakbazak w 17 Lipiec 2013, 00:38:55
Wstępnie też się piszę. Termin mi odpowiada no i ładny kawałek trasy do zrobienia.


Hej, Fajnie nie ma problemu tylko nie ukrywam że my już zaczęliśmy rezerwować noclegi bo trasę mamy mniej więcej obczajoną więc daj znać czy się piszesz czy nie... Oczywiście zapraszamy bo w kupie raźniej ;) ale tak jak mówię zostało 2,5 tygodnia do wyjazdu więc trzeba już coś działać - nr do mnie 502-502-136

a jak inni którzy się zastanawiali??? ktoś jeszcze chętny??? bo to ostatni dzwonek ;)

Żyje się po to żeby jeździć... Jeździ się po to aby żyć...

kakaj

Pat,
ja jednak nie dam rady choć bardzo żałuję. Życzę udanego wyjazdu :).
Kakaj

pat

14 Sierpień 2013, 15:34:31 #18 Ostatnia edycja: 14 Sierpień 2013, 15:43:18 by pat
Byli, Przeżyli, Wrócili cali i zdrowi z niewielkimi tylko (na szczęście) przygodami :) D..pa boli ale banan z gęby nie schodzi... jakieś fotki na 100% się pojawią tylko dajcie nam trochę czasu...

Większość punktów wyprawy zaliczona ale ciągle jest po co wracać... :) :) :)

Dzięki ekipie za wypad!!!
Żyje się po to żeby jeździć... Jeździ się po to aby żyć...

scyzoryk

Ano, nawinięte ok 3300km. Dzięki za udany wypad.

Poniżej relacja w pigułce.

W sobotę o 6.00 rano spotkaliśmy się z resztą ekipy (Afryka i Kawa GTR 1400).

Dzień pierwszy: Ruszyliśmy na południe przez Kraków w stronę przejścia granicznego (Chyżne). Dalej żeby sobie umilić trochę trasę nie polecieliśmy głównymi drogami tylko bardzo przyjemnymi lokalnymi drogami przez Oravice i dalej Zuberec. Tego dnia mieliśmy do zrobienia najwięcej przelotu więc dalej już jak najszybciej kierowaliśmy się na Węgry autostradą przez Budapeszt do Szeged. Po ponad 700km zrobione i z przyjemnością ulokowaliśmy się w hostelu. Od samego początku upał doskwierał okrutnie. Głowa pod kaskiem dosłownie gotowała się także lekko nie było. Jeżeli nie zwiedzaliście Szeged to warto się tam zatrzymać. Bardzo ładne, czyste miasto. Bardzo fajnie można spędzić wieczór z piwkiem nad Cisą.

Dzień drugi: Startujemy z samego południa Węgier także ok 9 rano jesteśmy już na granicy z Serbią. Jedziemy autostradą, przy przejściu granicznym przebijamy się na początek kolejki. Samochodem stania na jakieś 4 godziny. Motocyklem pokonujemy ją dosyć strawnie (ok. 30 min) i lecimy do Gucy. Wczesnym popołudniem docieramy na miejsce, meldujemy się w hostelu. W tych dniach odbywa się w Gucy coroczny festiwal bałkańskich orkiestr dętych (bardzo znany i lubiany) na którym co roku pojawia się masa ludzi. Jadąc w ciemno raczej marne szanse na znalezienie noclegu (chyba że pod namiotem bo jest sporo pól zarówno zorganizowanych ja i prywatnych u właścicieli na posesji). Klimat festiwalu niezapomniany. Wszędzie bałkańska muzyka, hektolitry piwa i tony przepysznego mięsa (Ćevapy, Plejskavice, pieczone świniaki i jagnięcina) Co drugi stragan to olbrzymi grill. Spędzamy tam dwa dni. Niestety startowe (dwa pierwsze dni festiwalu) a podobno najlepszy klimat jest na zakończenie. Jeszcze tam wrócimy :)

We wtorek ruszamy dalej na południe w stronę Kosowa. Na granicy mały korek, celnik serbski zawraca nas na kawę do małego baru obok i każe czekać godzinę. Po godzinie wracamy, przepuszcza nas bokiem obok 2 kilometrowej kolejki ciężarówek. Granicę przekraczamy bez problemu i jedziemy w kierunku Mitrovicy. Od wjazdu czuje się specyficzny klimat tego miejsca czyli zasieki z drutu kolczastego, patrole KFOR, posterunki wojskowe. W samej Mitrowicy jeździ więcej samochodów Policji, KFOR i innych służb wojskowych niż prywatnych. Przy moście niezgody robimy sobie zdjęcie. Wszędzie napisy z przekreślonymi UE, NATO i "Tu jest Serbia". Po drugiej stronie zasypanego mostu patrol albański obserwujący kto przechodzi na drugą stronę.
Jedziemy dalej do Prisztiny i szukamy swojego hostelu. Miasto strasznie dziwne. Główne ulice nowoczesne, względnie czyste z dużą ilością sklepów, biurowce itd. Wystarczy jednak zjechać z głównej drogi i 200m dalej stoją stare obskórne domki w fatalnym stanie, podwórka wyglądające jak z małej wioski z dużą ilością śmieci. Szutrowa dziurawa dróżka na której nie ma klap od studzienek. Tak trafiamy do hostelu. Nie ma żadnego parkingu, oświetlenia itd. Pierwsza myśl, rano tych motocykli nie będzie :) No nic, co robić. Rozpakowujemy się i ruszamy do centrum. Świeżo odremontowane, bardzo ładny deptak, dużo sklepów, fontanny itd. Mega kontrasty.

Rano budzimy się, motocykle stoją więc pakujemy się i ruszamy w stronę Serbii. Opuszczamy Kosowo w sumie z mieszanymi uczuciami ale bez żadnych negatywnych przygód. Przekraczamy sprawnie granicę z Serbią (w innym miejscu niż podczas wjazdu) i kierujemy się w stronę Rumunii. Dzień kończymy w Novaci, miejscu startowym do Transalpiny. Nocleg u gospodarzy w bardzo fajnych warunkach z lokalnym śniadaniem. Bardzo miło.

Jest czwartek rano, po pysznym śniadaniu startujemy na Transalpinę. Pogodę mamy cały czas idealną (chociaż za ciepło jak na ciuchy moto i kask), nic nie pada, przejrzystość powietrza super. Mały ruch, powoli wdrapujemy się na szczyt podziwiając widoki. Potem kręcimy się jeszcze po lokalnych drogach w okolicy. Rumunia jest przepiękna. Tego dnia wracamy jeszcze na południe w okolice południowego wjazdu na Transfogarską i tam kończymy na campingu. Nocleg w przyczepie + szczekający pies = średnie wyspanie. Tak w ogóle to takiej ilości błąkających się psów co w Rumunii nie widziałem nigdzie, nawet w Albanii jest ich mniej.

Następny dzień to Transfogarska i znowu napajanie się widokami. Kończymy na północy Rumunii w okolicy wesołego cmentarza. W międzyczasie mamy jeszcze spotkanie z lokalną rumuńską Policją :)

W sobotę chcieliśmy go zwiedzić, niestety ten dzień był od samego początku pechowy. Rano ruszyliśmy na cmentarz, okazało się że jedyna droga jest rozkopana i otworza ją za 6 godzin. Jedziemy objazdem. Niestety jest to Rumunia więc po kilku kilometrach objazd zmienia się w kamienistą drogę bez asfalt. Musimy zawrócić. Nawigacja wyznacza trasę asfaltem ale musielibyśmy nadrobić 90km także odpuszczamy wesoły cmentarz.
Pada pomysł, wracamy przez Ukrainę, będzie krócej. To nie była dobra decyzja.  >:( Granicę z Ukrainą przekraczamy sprawnie, asfaltu praktycznie nie ma. Wyrwy takie że nawet Trampka i Afryki szkoda, Mirek GTRem turla się powolutku. Jedziemy przez Zakarpacie także nie mogło obyć się bez spotkania z (tfu) Milicją. Ewidentne polowanie na turystów (zatrzymywali tylko z obcymi tablicami). Wielkie rondo z monitoringiem gdzie nie zatrzymaliśmy się na stopie i pojechaliśmy w lewo z pasa który wg.nich był do zawracania. Oznakowania do dupy także nie ma szans żeby pojechać tam dobrze. Oczywiście Pan zaprosił nas do centrum dowodzenia które wybudowali sobie przy rondzie, pokazał nagranie, zaprosił do pokoju obok, zamknął drzwi posadził na wersalce i zaczął negocjacje. Po 800 UAH na osobę oficjalnie lub nieoficjalnie czeka na propozycję. Po dłuższej rozmowie dogadaliśmy się ale wyszliśmy czerwoni ze wkur..nia
Po tej przygodzie stwierdziliśmy że pier.....my Ukrainę i spadamy na Słowację. Niestety celnicy słowaccy trzepią tak dokładnie samochody wracające z Ukrainy że spędzamy na niej 2,5 godziny. I tak pechowy dzień kończymy ok 22 w Bieszczadach.

W niedzielę powrót do domów, nie ma co pisać :)

Ogólnie wypad intensywny ale super. Guca do powtórki za jakiś czas, Rumunia również :) może nawet w przyszłym roku.
Pozdr
Maciek

Historia:
Simson S51B -> WSK 175 -> SHL M17 Gazela -> Jawa CZ175 -> Honda MTX 80 -> Suzuki GS 650G Katana -> Suzuki GSX 550EF -> Honda xl600v Transalp -> Yamaha TDM 900 - > Honda xl650v Transalp -> BMW R1200GS

czakbazak

Na szczęście kamizelki kuloodporne się nie przydały  :)
Wyprawa należała do bardziej intensywnych. Na chłód nie mogliśmy narzekać, jazda w temp. przekraczającej 40 stopni, nie było lekko  :) bardzo ciekawa przygoda.
Dzięki i pozdrawiam ekipę Guca - Kosowo 2013!!!
Mirek
602621427 

Instalacje alarmowe. Kamery. Monitoring. Anteny. Domofony. Wideodomofony.