29 Listopad 2020, 23:44:24

Aktualności:

>>> SPOTKANIA KFM <<<
Serdecznie zapraszamy na wspólne spotkania: każdy PIĄTEK 19:00 - LOKAL CKR
Szczegóły w wątku.



Podkarpackie i Bieszczady - wycieczka z psem (filmy)

Zaczęty przez wolf, 4 Grudzień 2012, 21:59:33

Poprzedni wątek - Następny wątek

wolf

Witajcie
Wkońcu ostatnimi czasy miałem trochę wolnego czasu aby złożyć zaległe filmy z wakacyjnej eskapady z moim psem w Podkarpacie i Bieszczady.
Będę tu się nimi po woli chwalił udostępniając na "tube".
Przy okazji może komuś zrobi się cieplej w duszy (przez wakacyjne klimaty), czując to przeszywające białe zimno zza okna, które aktualnie zawitało do kraju :/ i być może kiedyś wykorzysta mój plan wycieczki, tym bardziej, że w pierwotnym planie miała być to wycieczka motocyklowa i jej schemat na przyszłość może się przydać komuś wyruszającemu w sezonie w Bieszczady.
Zaczynając od początku... było lato, miałem zaplanowany urlop, zupełnie gdzie indziej i w całkiem innych klimatach... Miałem wyruszyć w podróż motocyklową , wszystko było prawie gotowe... ale jak to w moim życiu... jak w tej piosence ? znowu w życiu mi nie wyszło?...
Więc w ostatniej chwili dosłownie podjąłem decyzję... jadę gdzieś gdzie będę mógł się wyciszyć z dala od wszystkich i wszystkiego, czyli w Bieszczady!!!!
A że prognozy pogody były mało korzystne (notabene sprawdziły się tylko co do 1 dnia podróży) stwierdziłem, że jadę samochodem.
Przepakowałem toboły do ?katamarana? i odgrzałem stary plan o którym myślałem jeszcze ?kiedyś tam?, a który jak na moje możliwości był nie do końca jeszcze zaplanowany, dlatego zdaje sobie sprawę, że pominąłem trochę miejsc po drodze (nie świadomie lub bardziej świadomie - jak np. ogromną ilość drewnianych cerkwi mijanych po drodze, które mnie nie interesują). Ale tak to jest, jak wyjazd był naprawdę spontanem.
Jako, że nie chciałem zostać do końca sam z myślami... postanowiłem zabrać ze sobą ?najlepszego przyjaciela na 4 łapach?, który nigdy nie marudzi, że trzeba gdzieś tam iść... i zaraz potem znowu. W dodatku wydawał się wymarzonym kompanem do samotnego włóczenia się po Połoninach, nawet na przekór durnemu przepisowi zakazującemu wstępu psu na bieszczadzkie szlaki. Tym bardziej widząc jego proszący wzrok ?na pakującego się pana, który gdzieś znowu jedzie... beze mnie? stwierdziłem, że dawno nie byłem z nim na dalszej eskapadzie i jemu też należy się urlop! i trochę włóczęgi którą we dwóch bardzo lubimy.
Tym sposobem pojechaliśmy we dwóch podbijać województwo Podkarpackie i Bieszczady.
Pierwszego dnia narzuciłem mordercze tępo zwiedzania! Dlatego w następnych dniach odpuściłem i było to już całkiem lajtowe zwiedzanie. W końcu miałem 5 dni na zwiedzanie + 1 rezerwowy który i tak nie został wykorzystany, bo zabrakło mi pomysłów na dalsze zwiedzanie. A jako, że zostałem bez dostępu do neta to zwiedzanie ograniczyliśmy tylko do miejsc o których już coś wiedziałem.
- Pierwszego dnia zaczęliśmy zwiedzanie od Zamku w Baranowie Sandomierskim (byłem tam już tyle razy... ale co mi tam, było po drodze, więc żal by było znów tam nie zajrzeć).
Zamek w Baranowie jak to zamek każdy widzi... czyt. zobaczy sobie na filmie ;)
Nie będę tu wnikał w szczegóły historyczne miejsc przez mnie odwiedzonych, uważam, że od tego jest ?wujek google? Więc jeśli ktoś ma niedosyt informacji to proszę ?go? odwiedzić i samemu coś poszukać :P
W Baranowie Sandomierskim okazało się, że można legalnie i bez obaw wejść z psem na teren parku i w koło zamku, co nie zawsze było regułą po naszych wcześniejszych eskapadach, kiedy to okazywało się, że ?eeeeeeeeee nie ma wstępu dla psa na teren zamku? itp. miejsc... i był to koniec zwiedzania. W ogóle podczas tej eskapady okazało się, że wszędzie można wejść z psem legalnie, jedynie w 2 miejscach spotkaliśmy oficjalny zakaz, ale o tym później.
- Następnie dla rozprostowania kości zaliczyliśmy mały spacer po Rzeszowie, rynku i uliczkach mu przyległych (tu wybaczcie jakość obrazu ale nie chciało mi się uganiać ze statywem, więc kręciłem w Rzeszowie wszystko z ręki). Odwiedziliśmy jak już mówiłem rynek, studnie, pooglądaliśmy kamieniczki, ratusz, pomnik Tadeusza Nalepy, zabytkowy budynek Banku PKO, pałac Lubomirskich oraz zamek.
Kolejnym etapem wycieczki tego dnia był Łańcut gdzie zwiedziliśmy zamek, oranżerie (pobieżnie), park, stajnie i powozownie.
- Dalej jadąc zatrzymaliśmy się w miejscowości Bachórz, w Karczmie Pod Semaforem (na małe co nieco), i przy okazji obejrzeliśmy kolejkę wąskotorową, której przystanek znajduje się dosłownie obok tej knajpy.
- Potem wyruszyliśmy do miejscowości Nozdrzec gdzie przegapiłem znajdujący się prawie przy drodze pałac i obok niego kapliczkę. Naszczęście miejscowi pomogli i się udało go dojrzeć, ale wejść na jego teren musieliśmy przez wyrwę w płocie, bo był kąpletnie zamknięty i wisiało info o jego sprzedaży. Tu niestety prognozy pogody się ziściły i zaczęło padać, przez co znów kręciłem z ręki bo nie chciało mi się uganiać ze statywem i jeszcze z parasolką, psem i kamerą.
- Niedaleko za tą miejscowością już jadąc, dojrzałem z drogi w okolicach miejscowości Wara bardzo malowniczą kładkę nad Sanem, która bardzooooooo bujała się nad Sanem. Też nie omieszkałem jej uwiecznić w filmie.
- Później zawitaliśmy do Sanoka, gdzie też już nieźle padał deszcz, więc znów kręciłem z ręki. Zrobiliśmy sobie mały spacer na  rynek, rzucając okiem na ratusz. Przespacerowaliśmy się też do zamku gdzie zastaliśmy roboty budowlane, pełno rozmokniętego błota i brak miejsca gdzie mógłbym zostawić psa. Więc jako, że już w nim kiedyś byłem oglądając prace Begsińskiego, to sobie odpuściłem jego zwiedzanie.
Tu macie link do 1 części filmu http://youtu.be/8NgKGEnzzas?hd=1 Najlepiej oczywiście oglądać w full HD
W dalszej kolejności podreptaliśmy do Skansenu w Sanoku, gdzie naszczęście okazało się, że można wejść z psem i zaczęliśmy zwiedzanie moknąc w strugach deszczu...
Ale to już zobaczycie w 2 części którą wstawię jutro i dam znać.
Pozdro wolf i jak ktoś ma kanał na tubie może kliknąć lubię to  ;D

wolf

Witajcie
Oto kolejna 2 cześć z napiętego 1 dnia podróży.

- Jak już pisałem wyruszyliśmy do Skansenu-Parku Etnograficznego w Sanoku gdzie miłym zaskoczeniem było to, że można było wejść z psem bez problemu (notabene na terenie parku przy niektórych chałupach były jakieś pieski i kozy które chowały się do szopki przed moim "strasznym psem" ;).
Ostatni raz byłem w tym miejscu kilka ładnych lat temu i wtedy zapamiętałem, że było tam naprawdę magicznie, jak by przenieść się w czasie, do tego było mnóstwo zwiedzania i łażenia... Lipa tylko, że od tamtej pory nie wiele się tam zmieniło, dostawili tylko ryneczek i 1 drewniany dworek i tyle. Pozatym po tych kilku latach od ostatniej mojej wizyty tam, Skansen nie wyglądał tak fajnie jak go zapamiętałem :/ ale nie myślcie też sobie, że było źle. Po prostu utrwaliłem w pamięci to miejsce inaczej... no i do tego gdy tam byłem ostatnio to nie lało jak z cebra tak jak tego dnia.
Pies cały uwalany w błocie :?  do tego okazało się, że na terenie parku jeździ jakaś bryczka do wożenia turystów zaprzęgnięta w konie, na punkcie których mój pies ma hopla!! I lubi się z nimi ścigać wariat. Tym sposobem musiałem walczyć z jego ADHD i dosłownie zapierać się nogami, żeby nie wyciągnął mnie na biegi przełajowe za bryczką. W ten sposób też zepsuł mi kilka ujęć, energicznie mnie szturchając gdy kręciłem.
Cały skansen oglądniecie sobie na filmie.

- Następnie wsadziłem takiego błotnego potwora w "katamaran" i pojechaliśmy dalej... do miejscowości Zagórz obejrzeć ruiny klasztoru. Aby go odnaleźć nie ma lekko, trzeba odbić od głównej drogi na Lesko w prawo, kierując się do "centrum" Zagórza i jadąc cały czas prosto, odbić za jakimś kościołem w lewo, by polna drogą, wspinając się na górę, dojechać pod same ruiny. Tego dnia jak mówiłem padało i ta polna droga była nieźle rozmoknięta, na motocyklu można by zaliczyć tam glebę :?
Klasztor fajny... ale na podretuszowanych zdjęciach znalezionych w necie wydawał się bardziej magiczny... na żywo już nie było tak pięknie. Do tego widać było, że niby prowadzone są tam prace zmierzające do jego odbudowania i wisiały tabliczki zakaz wstępu. Ale cała ta robota chyba była skupiona na odbudowie ogrodzenia klasztoru niż samego budynku, oczywiście jak już dojechałem tam tyle kilometrów, nie mogłem sobie odpuścić obejrzenia go, więc poszliśmy zwiedzać, robotnicy nie protestowali, być może widok kamery i statywu robił swoje... "przyjechala"  ;)
Pozatym być może to ostatnie jego ujęcia w takim stanie, zanim go odbudują. Na miejscu zastaliśmy też tabliczkę upamiętniająca wizytę Jana Pawła II w tym miejscu.

- Kolejnym etapem podróży był zamek w Lesku (notabene dla mnie wyglądał bardziej jak dworek niż zamek :P). Połaziliśmy też po okalającym go parku. W Lesku niestety przegapiłem do zwiedzania Synagogę  :-\

- Później wyruszyliśmy do miejscowości Glinne obejrzeć "Kamień Leski" Znajduje się on w sumie nie w tej miejscowości tylko przy samej głównej trasie za Leskiem lecąc np. na Uherce Mineralne. Widać go po prawej stronie, wielką skałę wystająca z lasu z małym krzyżem na szczycie, u podnóża jest letnia knajpa i parking.
W miejscu tym był kiedyś kamieniołom, teraz bardzo fajne skałki sądząc po otworach wykorzystywane do wspinaczki.

- Dalej wyruszyliśmy do miejscowości Olszanica, zobaczyć pałac, park i małą fosę w której omal nie utopiłem kamery  :-\
Tutaj też nastąpiło 1 niemiłe zaskoczenie, zastaliśmy znak zakaz wstępu z psem na jego teren, więc musiałem go zostawić na chwile w samochodzie :/

Zaczęło się już robić ciemno więc zacząłem się rozglądać za jakąś agroturystyką aby znaleźć spanie. Oczywiście dla 1 osoby z psem... nie było lekko... albo pozajmowane albo udawali, że zajęte. Na szczęście cofnęliśmy się trochę w stronę Uherców Mineralnych i znaleźliśmy fajne spanie z bardzo dobrymi warunkami w bardzo dobrej cenie i bez marudzenia na psa    ;D   Szkoda tylko, że nie zapamiętałem adresu  ::) ale wiem, że naprzeciwko była jakaś szkółka jeździecka z konikami, które oczywiście chciał pogonić mój pies na porannym spacerze...
W pierwotnym planie brałem pod uwagę spanie pod namiotem, ale przez pogodę 1 dnia mi się odechciało, a przy okazji okazało się, że spanie na jakiejś agroturystyce w tych rejonach jest naprawdę w przystępnych cenach od 15-40zł za noc, więc całą trasę już spaliśmy na jakiejś kwaterze, wożąc tylko zbędny namiot.

Tu macie link do 2 części filmu http://youtu.be/1PhYSyUNQq4?hd=1 Najlepiej oczywiście oglądać w full HD

Kolejny etap wycieczki w następnym odcinku... jutro.
Pozdro wolf

wolf

Witajcie
Następny 2 dzień podróży zaczął się na spokojnie, stwierdziłem, że nie ma się co spieszyć, tak jak 1 dnia. Odległości poszczególnych atrakcji, które chciałem odwiedzić są znośne i w końcu to mają być wakacje i wyciszenie... a 1 dnia i tak odwiedziłem więcej niż chciałem.
Więc jak mówiłem następne dni przebiegały nam już w lajtowym klimacie.
Wyruszyliśmy z (no dobra przedstawię go) Ozzym (od Ozzyego Osbourna-swoją drogą imię to przypasowało do niego, bo też lubi sobie pośpiewać, co słychać w 1 części filmów z tego wypadu) do 1 miejsca, które chcieliśmy odwiedzić tego dnia.

- Zaczęliśmy zwiedzanie od podjechania pod zaporę wodną w Solinie. Zatrzymaliśmy się poniekąd u podnóża zapory, zaraz za mostem. Jest tam długi i bezpłatny  8) parking (nie trzeba bulić kasy pod samą zaporą a im bliżej tym drożej). Dodatkową zaletą była możliwość przespacerowania się z Ozzym. Na zaporze okazało się, że bez problemu można wejść z psem  :) Więc zrobiliśmy sobie spacer po zaporze, pooglądaliśmy widoki, ja pozachwycałem się wielkimi rybami pod brzegiem zapory.
Pogoda tego dnia zrobiła się przepiękna, choć Ozzowi trochę za bardzo zaczęło dogrzewać w futro, więc przespacerowaliśmy się też nad brzeg Jeziora Solińskiego zamoczyć łapy w jeziorze.

- Kolejnym etapem podróży był Polańczyk, chciałem zobaczyć czy coś się zmieniło odkąd tam byłem kilka lat temu. No cóż... chyba tylko na gorsze... pogoda dopisywała, więc tłumyyyyyyy ludzi, brak miejsca parkingowego, a jak było to tylko płatne i to za godzinę. Zaparkowałem najbliżej jak się dało, na najdroższym parkingu jak się okazało  :o  Więc szybko polecieliśmy nad plażę, pogapić się na zaporę z 2 strony i jezioro.
Ozzy uwielbia pływać! i strasznie chciał w tym gorącu dać pokaz swoich umiejętności. Ale było za dużo ludzi żeby go puścić, pozatym wozić potem ?taką zmokłą kurę? nie zamierzałem w ?katamaranie?. Ma takie futro, że schnie cały dzień. Więc znów musiało mu wystarczyć zamoczenie łap.
Po sfilmowaniu widoczków, uciekliśmy stamtąd bym nie musiał płacić kolejnej godziny za parking. Wyruszyliśmy więc w dalszą trasę w cieniu lasów.

- Zatrzymaliśmy się w miejscowości Lutowiska a w sumie to chyba przed. Zaraz przy drodze jest punkt widokowy z fajnymi pierwszymi widokami na Bieszczady. Przy okazji wkońcu Ozzy miał możliwość pobiegania trochę luzem po łące. Odpoczęliśmy tu trochę na ławce.

- Po tym małym lenistwie pojechaliśmy dalej do naszego miejsca docelowego, z którego zrobiliśmy sobie następnego dnia wypad w Bieszczady. Mianowicie było to Wołosate  ;D Ciężko było tam znaleźć spanie, hotelik który tam jest oferuje standard jak w bursie szkolnej ale ceny nie są takie już jak w bursie  ::) Więc szukaliśmy dalej, wszędzie pozajmowane albo nie chcieli 1 osoby z psem  :( ale udało nam się dowiedzieć, że w 1 domu pani oferuje małe pokoiki właśnie dla 1-2 osób (mniej więcej naprzeciwko przystanku PKS) ale niestety nie miała wolnych miejsc. Wkońcu udało nam się znaleźć mały pokoik z łazienką na korytarzu za najdroższą cenę w całym tym wypadzie (z najgorszymi warunkami, bez tv a właściciel na noc wykręcał korki od światła  :o ) Cóż byłem zdesperowany więc na 2 dni tam zostaliśmy.
Po rozpakowaniu i zjedzeniu ?małego co nieco? wyruszyliśmy na spacer po okolicy...
Przy okazji od razu od straży leśnej dostałem info, że jest zakaz wstępu z psem i jak mnie spotkają na szlaku to choćbym nie wiem jak prosił to i tak będą mi musieli wlepić mandat, który wynosi od 30-500zl :O ale wynikało z tego że jeśli wlepią mi go to mogę sobie już łazić do woli z psem (co za idiotyzm, rozumiem, że to swoisty ?drogi? bilet wstępu dla psa). Na szczęście od miejscowych dowiedziałem się jak można to ominąć... ale o tym jutro.
Tego dnia wykłóciłem się ze strażnikami (gdzieś coś takiego wyczytałem) , że mandaty mogą wlepiać po przekroczeniu górnej granicy partii lasu, a ja poruszając się tylko tego dnia z psem po resztkach drogi (a jest to chyba droga publiczna - szlak z Wołosatego w kierunku na Rozsypaniec)  nie robię nic złego i nie mogą mi wlepić mandatu. Nie wiem czy to prawda ale pozwolili mi się tam przespacerować. Więc pooglądaliśmy sobie widoki na Bieszczady, połoniny, Szeroki Wierch i najwyższy szczyt Bieszczadów ? Tarnice. Spotkaliśmy też pasące się Konie Huculskie, których hodowla znajduje się w Wołosatem. Radość Ozzego z tego powodu była niezmierna...ADHD :P
Dzień zakończyliśmy na zakupach w jedynym sklepiku w Wołosatem (gdybym o tym wiedział zrobiłbym zakupy wcześniej, było by taniej). Piwko na koniec dnia było kulminacją tego dnia... i poszliśmy spać.

Tu macie link do 3 części filmu z 2 dnia podróży http://youtu.be/tr_OzPoJQ4E?hd=1 Najlepiej oczywiście oglądać w full HD
Kolejny etap wycieczki w następnym odcinku... jutro.
Pozdro wolf

wolf

Witajcie
Dzień 3 podróży zaczął się bardzo wcześnie... naprawdę bardzoooo wcześnie... Za namową gospodarza u którego spałem, obudziłem się o 4 rano... ale było ciemnooo na zewnątrz i jak się przekonałem w pokoju też... właściciel na noc wykręcał korki. Nie było światła ani prądu w gniazdkach... to dopiero jest oszczędność, w dodatku przy cenie jaką zapłaciłem za ten pokoik... ale cóż, nie miałem ochoty na kłótnie.
Wkońcu od niego dostałem pierwsze info jak zwiększyć swoją szansę na nie zapłacenie "biletu wstępu" dla psa. Właściciel ten miał kiedyś też dużego psa, z którym lubił chodzić na spacery w Bieszczady i powiedział mi, że dobrym sposobem na to jest właśnie chodzenie z psem bladym świtem na szlak, przy okazji można zobaczyć Połoniny we mgle, zaznać samotności i ominąć strażników leśnych, którzy wyruszają do pracy dopiero koło 9... takim to dobrze ;)
Od innych miejscowych dowiedziałem się też, że mandaty wystawiają za wejście z psem... ale np. nie za wniesienie go tam, więc jeśli mamy np. takiego Yorka, ładujemy go do torebki i w trasę... (szkoda, że mój Ozzy, nie jest takiej postury... 35kg żywej wagi, już raz go niosłem, nigdy więcej  :P ) Można też iść z psem a w momencie widoku strażników władować go do torebki i podobno w ten sposób udaje się ominąć ten głupi przepis.
Strażnicy też, jak to się dowiedziałem od małżeństwa z pokoju obok (byli z psem), nie lubią gdy pies biega luzem i za to wlepiają wyższe mandaty (choć w ich przypadku było to 50zł, więc nie tak wysoko).
Od razu zaświadczam, zakaz wstępu z psem na szlaki uważam za durny przepis!, ale jednak powinno być coś takiego jak pozwolenie na wstęp z psem, lecz moim zdaniem obowiązkowo powinien być on na smyczy (nie każdy lubi biegającego psa, pozatym ja np. swojego bał bym się tam spuścić luzem, bo ciągle wynajdywał jakieś tropy i wiem, że nie przywołał bym go z powrotem jak by poszedł za czymś). Dodatkowo psy agresywne powinny chodzić w kagańcu (a w przypadku np. pogryzienia przez takiego psa bez kagańca, powinni wtedy strażnicy wlepiać wysokieee mandaty).
Bo niby czym ta biedna psina sobie zawiniła, że nie można wędrować "ze swoim najlepszym przyjacielem na 4 łapach". Gdzieś coś czytałem, że argumentują to tym, że odchody psa mają jakieś bakterie zagrażające wilkom. Po 1 już to widzę jak wilki chodzą przy szlakach turystycznych ;) a po 2 na całym szlaku nie widziałem, żadnej "wygódki", więc za przeproszeniem gdzie te tłumy się załatwiają? (po krzakach, wzdłuż szlaku) i to zwierzętom pewnie nie szkodzi... tjam, po 3 chyba w Słowackich Tatrach można bez problemu wejść z psem i tam nikt o takich zagrożeniach nie słyszał.
Po prostu durny przepis od i tyle, jak to w Polsce... mniejsza o to, wracając do meritum...

- Jest 4 rano... a tu "ćmok", więc odpuściłem bo dać się zjeść niedźwiedziowi nie zamierzałem. Poczekaliśmy do 5 rano i wyruszyliśmy z 1 świtem, szlakiem na najwyższy szczyt Bieszczad - Tarnicę.
Miało to swoje zalety, było fajnie chłodno, te tajemnicze mgły którymi były spowite Bieszczady były naprawdę przepiękne! Do tego cisza, spokój i prawie zero ludzi... dzięki temu tego dnia w końcu uzyskałem to czego oczekiwałem od tej wycieczki... wyciszenia, spokoju, przemyślenia wielu spraw mnie trapiących, czułem się jak na dachu świata i jak bym był ostatnim człowiekiem na ziemi i zdobywcą Bieszczad... to po prostu było to...
Po wyruszeniu na 1 łące (podtopionej dosłownie przez poranną rosę) buty przemokły mi do cna, ale co mi tam. Było pięknie i tajemniczo, co zobaczycie na początku filmu... Po przebiciu się przez łąki, wkroczyliśmy w las... w którym panowało zatęchłe i stojące powietrze mimo iż na dworze było zimnawo. Do tego zaczęło być dość stromo (ech to jak by wejście od strony Nowej Słupi na Święty Krzyż x 4). Ja się zasapałem, tym bardziej, że na początku planowałem szybko wejść i zejść przed tą godziną 9, więc trzymaliśmy niezłe tępo...
Po przebiciu się przez las w końcu zastaliśmy 1 widoki... co tu dużo mówić, po prostu pięknie.... naprawdę pięknie. Niedługo potem ujrzeliśmy Szeroki Wierch, Tarnicę i tzn "Siodło" . Wczłapaliśmy na Tarnicę i tam zaskoczenie - 2 chłopaków z dziewczyną już schodzących z Tarnicy, to o której oni wstali i jak przebili się po nocy przez las?, ech podziwiam. Byli to prawie jedyni ludzie spotkani tego dnia na szlaku.
Po wejściu na szczyt Tarnicy ujrzeliśmy wielki, brzydki krzyż, upamiętniający wizytę Jana Pawła II w tym miejscu, ech mogli postawić mały pomnik utrwalający to wydarzenie a nie tak psuć krajobraz.
Ale mimo to popodziwialiśmy widoki, na Połoniny (w tym te po Ukraińskiej stronie), mgły (czy też chmury) i po prostu nie chciało się nam schodzić...
Ozzy dzielnie pozował mi do filmu (wtedy tylko był spuszczany ze smyczy, na szczęście zna komendy i wie, że musi zostać w miejscu na komendę zostań). Na Tarnicy jednak dostał swojego 1 minutowego szaleju... i latał jak głupi po łące... a ja za nim! żeby go złapać bo bałem się, że mi ucieknie w przypływie szaleńczej wolności.
- Wkońcu ruszyliśmy schodzić z powrotem... ale cóż naprawdę było pięknie, więc podjąłem decyzję! "a chromolę" strażników, mandaty i wogóle wszystko, nikt mi nie ograniczy tego piękna, jak szaleć to szaleć, idziemy nieśpiesznie Szerokim Wierchem do Ustrzyk Górnych. Tak też zrobiliśmy i nie żałuje, bo było znów pięknie... co zobaczycie na filmie.
Wstało słońce, zaczęło nam trochę dopiekać, mgły zaczęły się rozpraszać i znów piękne widoki...
Po długim czasie, gdy w końcu zeszliśmy z Połonin w las, spotkaliśmy dopiero kilka osób, które wyruszyły na szlak z Ustrzyk Górnych. W napotkanym też strumyku napoiłem Ozza i sam trochę orzeźwiłem się zimną wodą.
- Po jakimś czasie dotarliśmy do Ustrzyk G. , gdzie minęliśmy się ze Strażą Leśną ale cóż oni nam mogli wtedy zrobić (nic :P) aż miałem ochotę im pomachać, taki byłem szczęśliwy ale Ci z minorową miną pojechali dalej.
Poczekaliśmy na powrotnego busa, do jak to pan kierowca stwierdził "Włosatego" i wróciliśmy na kwaterę. Padliśmy jak "mopsy" i poszliśmy spać...
Wstaliśmy po kilku godzinach, coś zjeść po czym wyruszyliśmy znów połazić po okolicy. Niestety nie miałem tego dnia już więcej odwagi, wyruszyć na Halicz i Rozsypaniec, czego do tej pory żałuje, bo mogliśmy zostać ten 1 dzień dłużej i następnego dnia znów świtem wyruszyć na ten 2 szlak z Wołosatego. Przez to teraz siedzę i marzę o tym żeby powrócić tam zimą z Ozzem... ale czy nam to się uda?... nie wiem.
Reszta dnia jakoś zleciała, wieczorem znów piwko na dobranoc i to by było na tyle...

Tu macie link do 4 części filmu z 3 dnia podróży http://youtu.be/vqmw157hI6s?hd=1 Najlepiej oczywiście oglądać w full HD
Następnego dnia wyruszyliśmy dalej... ale o tym w następnym odcinku, jutro.
Podsumowując, jest to dla mnie najpiękniejszy odcinek z całej podróży, mógłbym go oglądać na okrągło, polecam więc wyruszyć tam i zaznać tego co i ja zaznałem...
Pozdro wolf

wolf

8 Grudzień 2012, 17:00:52 #4 Ostatnia edycja: 8 Grudzień 2012, 17:03:07 by wolf
Witajcie

Dzień 4 zaczęliśmy nieśpiesznie, powoli się pakując. Wkońcu jednak wyruszyliśmy dalej na "naszą męską" eskapadę. Pożegnaliśmy gospodarza, który był zawiedziony, że już wyjeżdżamy (no tak znalazł jelenia za taką kasę na ten pokoik, więc nic dziwnego :P ) i ruszyliśmy.
Plan był taki jechać aż zachce nam się gdzieś zatrzymać...

- Wyruszyliśmy dalej pętlą bieszczadzką w stronę Cisnej. Po drodze popodziwialiśmy widoki na mijane Połoniny, robiąc krótką przerwę przy jakiejś wędzarni przydrożnej. Zakupiliśmy trochę sera na prowiant (swoją drogą Ozzy bardzo lubi kozie sery, ale to za drogi gips, żeby go tym karmić).
Tego dnia nieźle grzało, wymęczyliśmy się nieźle w "katamaranie" bez klimy, nawet otwarte okna i szyber mało dawały. W końcu jednak dojechaliśmy do Cisnej, gdzie chciałem odwiedzić wysławianą przez ludzi (i motocyklistów też) Knajpę Siekierezada. Zatrzymaliśmy się w rynku, płacąc jak zwykle haracz za parking i ruszyliśmy połazić. W sumie w Cisnej nic ciekawego nie ma... oprócz tej knajpy.  Zjedliśmy w niej "małe co nieco", podziwiając bieszczadzkie Biesy na ścianach. Wiedziałem, że tego dnia wieczorem odbywa się tam jakiś koncert ale cóż, ruszyliśmy dalej.
Następnie zatrzymaliśmy się w Komańczy szukając noclegu, bo stwierdziłem, że mam dość jeżdżenia w tym upale a sądząc po widokach było się gdzie przejść i panowała tam cisza i spokój. Ale niestety nie udało nam się znaleźć wolnego pokoju. Co było robić pojechaliśmy dalej.

- Dojechaliśmy do Rymanowa-Zdroju. Widząc park zdrojowy, rzeczkę i cień stwierdziłem, że po prostu tu zostajemy! Echh ale znów nie udało się znaleźć nic wolnego a w desperacji objeździłem naprawdę dużo agroturystyk i pensjonatów. Cóż widocznie pensjonariusze ważniejsi niż ja z psem...
Ale i tak zrobiliśmy sobie postój i pospacerowaliśmy w cieniu drzew po tym parku zdrojowym (nawet pomimo tabliczki, zakaz wstępu z psem :P ). Popodziwialiśmy pijalnie wód zdrojowych, fontannę, kwiatki, kaczki nad niby stawem i mini amfiteatrem na jego środku. Muszę powiedzieć, że jak na uzdrowisko, nawet ładnie tam jest. Ukojeniem spaceru było zamoczenie łap w rzeczce Tabor.
Ale cóż spać na ławce nie zamierzałem, ruszyliśmy dalej...

- Dobrnęliśmy do miejscowości Odrzykoń, z widocznymi z daleka ruinami zamku na wzgórzu.
Zwiedziliśmy ruinki, gdzie Ozzy został sowicie napojony przez panią sprzedającą bilety (pozdrawiamy) i zaczęliśmy się rozglądać za noclegiem.
Jest tam "aż"  kilka agroturystyk. W jednej na szczęście udało się zaklepać nocleg w dużym pokoju z tv, z wypasioną i dużą łazienką (na korytarzu co prawda), dostępem do dużej kuchni i spolegliwą, mieszkającą w 2 części mieszkania gospodynią, w dobrej cenie (nawet pomimo warczenia Ozzego na jej wnuczki, ciągnące go za kudły). Największą atrakcją był wielki wiatrak pod sufitem, pod którym Ozzy uwielbiał leżeć (oczywiście musiał być włączony).
Od gospodyni dowiedzieliśmy się, że pod zamkiem są fajne skałki, wykorzystywane do wspinaczek. Wyruszyliśmy tam na spacer, fajne miejsce z oznakowanym szlakiem. Każda ze skał miała swoje jakieś dziwne (śmieszne) nazwy ale nic nie zapamiętałem.
Następnie wyruszyliśmy do kolejnej atrakcji w pobliżu, Rezerwatu Przyrody Prządki. Z Odrzykonia można tam dojść na piechotę, oznakowanym szlakiem, w cieniu lasu, gdzie włączył mi się syndrom grzybiarza ;) Tym bardziej widząc ile grzybów znosił gospodarz rano w Wołosatym. Ale tutaj nic nie było.
Rezerwat to skupisko fajnych i dużych skał, w początkowej części ze schodami utworzonymi z pni drzew.

Wróciliśmy z powrotem na kwaterę i to był koniec upalnego dnia. Ozzy usnął pod wiatrakiem, a ja gapiąc się w tv.
Tu macie link do 5 części filmu z 4 dnia podróży http://youtu.be/RJceXmy1NaY?hd=1 Najlepiej oczywiście oglądać w full HD
Następnego dnia wyruszyliśmy dalej... ale o tym w następnym odcinku, jutro.
Pozdro wolf

wolf

Witajcie

Dzień 5 i ostatni wycieczki   :'(  zaczęliśmy jak najbardziej nieśpiesznie, bo gdzie by tam się chciało wracać po tylu dniach atrakcji do domu...
Ale cóż było robić, naszczęście i tego dnia mieliśmy zaplanowane trochę zwiedzania.

Niestety nie pożegnaliśmy się z właścicielką kwatery, bo gdzieś wybyła a nie chciało mi się jej przeszkadzać w niedzielę rano i szukać po jej prywatnej części domu. Więc zostawiliśmy klucze i pojechaliśmy (oczywiście rachunek był uregulowany wcześniej   :P  )
Tego dnia pogoda też dopisywała i nieźle grzało.  :o

- Pierwszym przystankiem i atrakcją był pałac w Żyznowie z małym parkiem w jego otoczeniu. Budynek zadbany i ma tu swoją placówkę chyba Dom Dziecka. Ale dziwne było w tym to, że myślałem, iż zaraz oblegną mnie chmary dzieciaków próbujących udusić Ozzego a tu cisza... jak by tam nikogo nie było.

- Ruszyliśmy dalej do kolejnego pałacyku w Strzyżowie, tutaj też zadbany budynek i podobnie Dom Dziecka i kolejny raz... nikogo, dziwne... ale może to i dobrze... dla Ozza, jego kudłów i ogólnej spokojności. ;)
Pooglądaliśmy pobieżnie i ruszyliśmy dalej. Teraz wiem też, że przeoczyłem bunkier (tunel) w Strzyżowie  :-\ "mówi się trudno".

- W następnej miejscowości nadrobiliśmy, jeśli chodzi o bunkry... zawitaliśmy do Stępiny. Jest tam wielki schron kolejowy dla pociągu Hitlera, który to (znaczy się Adolf H.  :P) spotkał się tu z Mussolinim.
Bunkier jest naprawdę duży i przede wszystkim długaśny... robi wrażenie.
Z informacji praktycznych dodam, że w sezonie turystycznym można go zwiedzać od środka tylko w soboty i niedziele, więc my się załapaliśmy. ;)
Bilet o ile pamiętam koło 5zł i można łazić dowoli. Szkoda tylko, że w środku słabiutkie oświetlenie a ja nie wziąłem ze sobą lampy. Więc wybaczcie jakość obrazu z wnętrza, ale przynajmniej na filmie zrobił się klimat... ale to już sobie obejrzycie  8)
Tunele boczne niestety były nieoświetlone i dostępne tylko trochę, bo w większości była woda po kostki (przydały by się jakieś kalosze).
Klimat we wnętrzu bardzo spodobał się Ozzemu, panował miły chłodek, co spowodowało, że nie chciał stamtąd wychodzić, jednak jak na mój gust było tam za wilgotno.
Przejście podziemne (z tego co wyczytałem) też było zakratowane i po za tym zalane wodą, wiodące do kolejnego bunkra technicznego. Znajduje się on niedaleko, po 2 stronie ulicy. Niestety jest ogrodzony i chyba niedostępny do zwiedzania.
Będąc tam nie wiedziałem, że w okolicy są jeszcze 4 mniejsze bunkry wchodzące w skład tych ze Stępiny.  Niestety nie można wiedzieć wszystkiego, nie jestem chodzącą encyklopedią.   ;)
Miałem też tam nieodpartą chęć i żal do siebie, że nie zawitałem tam na motocyklu, marze by kiedyś wjechać na moto do środka i przejechać się w te i z powrotem, słuchając grzmiącego wydechu odbijającego się od ścian bunkra... (<- a takie moje fanaberie) i nakręcić sobie z tego film. Żadnych stworzonek żyjących tam nie zauważyłem, ani nietoperzy ani sów, więc nie miały by nic przeciwko ;)

Następnie trochę smutni, że to już koniec... wróciliśmy po 3-4 godzinkach jazdy do domu. Tym sposobem skończyła się "nasza wakacyjna włóczęga" po Podkarpackim i Bieszczadach.
Czy osiągnąłem podczas niej to co chciałem... nie do końca, trochę ukojenia na pewno. Ale za krótko to wszystko trwało jak na mój gust.

Wiem też, że na pewno nie udało mi się poznać w ciągu tych 5 dni tak dokładnie tych rejonów jak np. Świętokrzyskiego na motorze, ale jakaś namiastka była. Na pewno pozostały mi rejony do odwiedzenia, w których nie byłem, jak np. Przemyśl, Jarosław czy Krosno, nie wspominając o reszcie Bieszczadów. Ale cóż w totka jeszcze nie wygrałem    :'(   , żeby  móc poznać wszystkie ciekawe miejsca, które chciałbym odwiedzić.

Polska mekka motocyklistów, czyli pętla Bieszczadzka też została zaliczona... samochodem :p ale lepsze to niż nic.

Tu macie link do 6 części filmu z 5 dnia podróży http://youtu.be/2WJWTyYO3vw?hd=1 Oczywiście w full HD i nie zapomnijcie klepnąć lubie to    :) 

Poniżej dołączam też mapkę całej przebytej przez nas trasy, gdyby ktoś chciał się wybrać naszymi śladami, będzie mniej więcej wiedział gdzie czego szukać.
Mapka całej trasy
Pozdro i "lewa w górę"
wolf


xena18motor

Widze że śmigałeś w moich okolicach Strzyżów-Stępina ;-)
"Nie wątp w błękit nieba, gdy nad Twoim dachem wiszą ciemne chmury"