21 Wrzesień 2020, 22:22:19

Aktualności:

>>> SPOTKANIA KFM <<<
Serdecznie zapraszamy na wspólne spotkania: każdy PIĄTEK 19:00 - LOKAL CKR
Szczegóły w wątku.



2011/08/06 Wakacje - trasa na południe Europy

Zaczęty przez pat, 5 Marzec 2011, 23:27:47

Poprzedni wątek - Następny wątek

Jolcia

No cóż... mnie nikt nie prosił o relację... ale i tak ją załączam ;)

Mała fotorelacja w galerii :)

Ps. Tak w ogóle to żyjemy, dotarliśmy cali i zdrowi ;p
"Żałujemy w życiu tylko tego, czegośmy nie uczynili."

                                                       Jean Cocteau

kubek

Super fotki:) Widzę że camping u Dragosza zaliczony:)

jacu

niestety z braku czasu nic nie piszę postaram się jak najszybciej nawet zdjęć nie mam kiedy zamieścić
GG 4875121

pat

21 Wrzesień 2011, 21:27:44 #33 Ostatnia edycja: 21 Wrzesień 2011, 22:20:23 by pat
OK to przyszedł czas na relację...

Zdjęć nie wrzucam, gdyż wszystkie zamieściła Jola w galerii

Dzień I - Brno

Po wielu przygotowaniach, pakowaniu i oczekiwaniu w końcu przyszedł czas na wyjazd. Dopakowujemy motocykl (który czekał gotowy już od piątkowego wieczoru) i wyruszamy w kierunku Cieszyna. Idąc do motocykla pomyślałem, że pogoda jest super? no może trochę za bardzo wieje? niestety okazało się że miałem rację. W zasadzie aż do Katowic, motocyklem rzucało po całej drodze. Najgorsze było pierwsze 30km. Na szczęście im dalej na południe tym było lepiej. Na wyprawę jedziemy z wypożyczoną nawigacją? niestety trochę musieliśmy za to odpokutować. Pierwszy raz gubimy się w Katowicach przez co tracimy ok. pół godziny. W Cieszynie się dotankowujemy. Niestety okazuje się, że pada nawigacja. Korzystając z postoju kupuję ładowarkę podejrzewając, że to może być przyczyna braku pobierania prądu ? niestety to nie to. Na wszelki wypadek sprawdzam jeszcze bezpiecznik w gnieździe zapalniczki, niestety w trakcie wyjmowania bezpiecznika wypada mi on z rąk i gdzieś znika? ale spokojnie przecież mam zapasowe :) taaa tyle że małe motocyklowe a nie duże samochodowe. Kupuję więc bezpieczniki na stacji, wymieniam i działa :) Do końca wyjazdu z gniazdem zapalniczki nie było już problemów. Niestety nie można tego powiedzieć o nawigacji która z niewiadomych powodów zamiast do Brna chce nas prowadzić do Kielc. Później zorientowaliśmy się, że nie warto ustawiać punktów pośrednich w GPS-ie, gdyż to powoduje różne problemy. Problemy z nawigacją i drobne opóźnienie powoduje, że rezygnujemy z jazdy mniejszymi drogami i wybieramy drogę główną ? jak się okazuje w całości aż do Brna jest to dwupasmówka - w większości droga szybkiego ruchu przez co widoki raczej marne ale tempo podróżowania bardzo przyjemne. Jedziemy za białym Harleyem na rosyjskich blachach. Prawdopodobnie to Rosjanin, któremu tłumaczyliśmy w Cieszynie, że winietki w Czechach nie obowiązują motocyklistów. Jedziemy razem aż do Brna, gdzie docieramy do wcześniej zarezerwowanego Hostelu ?Wind Point?. Jak się okazuje Hostel położony jest w dzielnicy cygańskiej ? (ładnie się zaczyna), ale ma zamykany parking na którym stawiamy motocykl, ponadto pomimo pierwszego negatywnego wrażenia tak naprawdę nic złego się nie dzieje. Idziemy do centrum (a wieczorem wracamy) przez tą dzielnicę i nikt nas nie zaczepia ani nic z tych rzeczy? Brno bardzo nam się spodobało, choć nie jest to miasto turystyczne (o dziwo). Dużo ładnych kamienic i przyjemne centrum, no a poza tym czeskie piwo ;)

Kielce -> Brno




Dzień II ? Bratysława

Z Brna wyjeżdżamy do Bratysławy ? tym razem drogą wcześniej zaplanowaną. Wylot z Brna (30 ? 50km  nie wiem dokładnie) to znów dwupasmówka, czym jestem zawiedziony, ale później robi się już przyjemniej szczególnie od skrętu w Mikulovie na Sedlec - tą trasę do Bratysławy mogę polecić choć raczej składa się z prostych odcinków to jednak nieduży ruch, niezły asfalt (jak to w Czechach) i całkiem przyjemne widoki. Pogoda dopisuje więc spokojnie wjeżdżamy do Słowacji gdzie asfalt jest już gorszy ale ruch ciągle niewielki. W samej Bratysławie mamy problem z odnalezieniem Hostelu, przez co nadrabiamy kilka km, ale już na wylotówce, wracamy więc w stronę centrum i Hostelu ?Summer Youth Hostel Mlada Garda?. Jak się okazuje to najgorszy Hostel na naszej trasie (stary akademik przerabiany w trakcie wakacji na Hostel). Na szczęście wiele czasu w nim nie spędzaliśmy tym bardziej, że o krok była knajpa z lanym zimnym piwem za 1EUR :) Po szybkim ogarnięciu się postanawiamy udać się do centrum tramwajem. Moto zostaje na zamykanym parkingu. Bratysława ? piękne miasto (przynajmniej według nas), według Joli najładniejsze miasto na całej trasie. Do tego widok Dunaju, który będzie nas prowadził przez większość wyprawy.

Brno -> Bratysława


Dzień III - Wiedeń

W planach mamy Wiedeń do którego dojeżdżamy omijając autostrady. Odległość jest na tyle bliska, że postanawiamy odpuścić spodnie motocyklowe tym bardziej, że do Wiednia jedziemy tylko na kilka godzin, po których wracamy do Bratysławy. Niestety jak się okazało dojazd do centrum Wiednia wiąże się z koniecznością przejechania 100.000 świateł, które nijak nie są zsynchronizowane, do tego pomimo super pogody i wysokich temperatur jakie towarzyszą nam niemalże od pierwszych km to w Wiedniu jest mega gorąco - w słońcu na pewno ponad 40*C. Po zaparkowaniu moto oglądamy Belweder a następnie centrum miasta. Katedra, która niestety była w częściowym remoncie zrobiła na nas niesamowite wrażenie. Według mnie to najładniejsza Katedra jaką widziałem, pozostała część Wiednia jednak rozczarowała. Miasto ładne, jednak brakowało tego czegoś co np. miała Bratysława. Wracając przejeżdżamy przez miasteczko Hainburg nad Dunajem na drodze nr ,9 jeżeli będziecie w tamtej okolicy to myślę, że warto polecić przejazd akurat tą drogą. Po powrocie do Hostelu okazało się, że nie mogę zaparkować motocykla na zamkniętym parkingu i moto musi zostać przed głównym wejściem (zmieniła się obsługa akademika i ?miła? pani miała z tym jakiś problem) ? to przeważyło szalę i Hostelu zdecydowanie nie polecam.

Bratysława -> Wiedeń


Dzień IV - Budapeszt

Z Bratysławy wyruszamy do Budapesztu. Trasa na Słowacji przebiega szybko i mijamy granicę z Węgrami. Zaraz za granicą wjeżdżamy na rondo a tu TIR wpada z podporządkowanej,  sku!$#!@!syn nawet nie spojrzał a ja nawet nie zdążyłem zatrąbić? Z każdym kilometrem robi się coraz cieplej. Jedyne orzeźwienie przynosi Dunaj wzdłuż którego jedziemy prze kilka km. Dunaj się kończy a my stajemy na tankowanie i coś zimnego do picia. Przed wyjazdem miałem dylemat w której kurtce jechać. Wybrałem letnią tekstylną zamiast skóry. To była jedna z lepszych decyzji podjętych przed wyjazdem. Nie wyobrażam sobie co było gdybym jechał w skórze. Przed Budapesztem nawi prowadza nas w jakieś osiedle, przez co tracimy parę minut ale uczymy się, że nie warto ustawić drogi ?najkrótszej? ;)
Budapeszt robi wrażenie. Jeżeli chodzi o budynki to wymiata wszystkie miasta w Europie, przynajmniej te które ja znam, a jeszcze miesiąc temu powiedziałbym, że Budapeszt to miasto jak każde inne? Naprawdę warto pojechać! Po raz pierwszy trafiamy do normalnego Hostelu ?City Hostel Raday? a nie akademika czasowo przerabianego (no i cena prawię połowę niższa), jedyny problem to akustyka która przeszkadza w nocy przy otwartych oknach. Czekamy na Jaca, który ma do nas dojechać. Pod Hostelem stoją jeszcze dwie Yamahy na tureckich blachach. Chłopaków spotykamy następnego dnia z rana, wybierają się na północ ale gdzie to jeszcze nie wiedzą ;) My kierujemy się na Belgrad.

Brtaysława -> Budapeszt


Dzień V ? Belgrad

Z założenia mamy omijać autostrady. Jedziemy przez Węgry, które mnie osobiście niczym nie urzekły. Spory ruch (może nie jak w Polsce ale jednak), średnie drogi i monotonny krajobraz. Po jednym tankowaniu dojeżdżamy do granicy i tu niemiła niespodzianka? nie mam zielonej karty na motocykl a celnik nie chce odpuścić. Pomimo przygotowań od różnych stron o tym zapomniałem co kosztowało mnie 80 EUR (cena zielonej karty na granicy). Trudno dałem d?. i tyle czasu się nie cofnie, jedziemy dalej. Nawi każe skręcić w zamkniętą drogę (zastawioną betonowymi klocami) która okazuje się wjazdem na autostradę (które przecież mieliśmy omijać). Zmieniamy jednak decyzję. Jest gorąco a my mamy jeszcze trochę do przejechania. Poza tym gór ani widu ani słychu więc spodziewamy się, że krajobrazy nas nie powalą na kolana. Autostrada okazuje się płatna (dla motocykli również) 6 EUR na dwóch bramkach (3,5 + 2,5) ? chyba że jakąś bramkę ominęliśmy tym zamkniętym wjazdem??? Sama autostrada z małym ruchem ale słabym asfaltem, do tego minęliśmy kilka radiowozów, więc jedziemy prawie, że przepisowo. Podczas tankowania zaczynamy zastanawiać się jaka jest waluta w Serbii i jaki jest jej kurs? Co prawa sprawdzałem to ale zbyt dawno i nie pamiętam. Po przejrzeniu lokalnej gazety na klimatyzowanej :) stacji (myślałem, że już tam zostanę) wiemy że mają Dinary i już potrafimy w przybliżeniu określić ich wartość. Ruszamy dalej. Jest coraz goręcej, pomimo całkowicie rozpiętej kurtki powietrze chłodzi w minimalnym stopniu. Po wjeździe do Belgradu Jacowi gotuje się motocykl i musimy się zatrzymać. Na szczęście wiatrak jednak się załącza i możemy jechać dalej. Docieramy na ulic,ę na której jest nasz Hostel ?Hostel Kris?. Parkujemy przy Polskiej Ambasadzie :)
Nasz Hostel jest przy ambasadzie Amerykańskiej, przy której nie można robić zdjęć czego Jacu wieczorem nie uszanował i miał bliskie spotkanie z Serbską Policją, która nie rozpoznała w nim groźnego terrorysty Bin Jacena i skończyło się na skasowaniu zdjęcia. Przy okazji poprosił, aby zerknęli na zaparkowane na noc motocykle zaraz przy ich ogrodzeniu.
Belgrad moim zdaniem to najbardziej klimatyczne miasto na całej naszej trasie. Nie potrafię tego wytłumaczyć ale ma to coś w sobie. Począwszy od fajnego kolesia w Hostelu, który polecił nam lokalną klimatyczną knajpkę (wystrój jak w  PRL-u, ale znów miała to coś), aż po budynek rządowy w centrum miasta po środku którego jest lej po bombie z ostatniej wojny. Poza tym akurat trafiliśmy na wystawę ?To jest Polska? w Belgradzie, pokazującą min. Chęciny i kielecki stadion :) Więcej pisał nie będę ? osobiście polecam odwiedzenie Belgradu, każdy musi wyrobić własne zdanie.

Budapeszt -> Belgrad
Żyje się po to żeby jeździć... Jeździ się po to aby żyć...

pat

no to w końcu ciąg dalszy...

Dzień VI Sofia
Po fali upałów jakie nas dopadły postanawiamy wyjechać tak wcześnie jak tylko się da. Tym bardziej, że wybieramy dłuższą drogę przez Golubac, w którym znajduje się zamek nad Dunajem. Trasa okazuje się przepiękna i nadrobienie ponad 100km jest warte każdego przejechanego km. Przez ok 50-70km jedziemy wzdłuż Dunaju. Z jednej strony rumuńskie Karpaty z drugiej serbskie a pomiędzy nimi Dunaj. Ciężko było skupić się na jeździe? do tego jeszcze kilka nieoświetlonych tuneli robiących fajne wrażenie. Większość Serbii jedziemy przepięknymi widokowymi trasami (przynajmniej tego dnia). Zgodnie wszyscy stwierdziliśmy, że wybranie tej drogi a nie krótszej i szybszej było bardzo dobrym wyborem. Po drodze o mało nie przejechaliśmy żółwia który właśnie ?przebiegał? przez drogę, by po kilku km skręcić w drogę na której po kilkuset metrach kończy się asfalt? droga zwęża się do ścieżki a podwoziem zawadzamy o betonowy klocek stanowiący podjazd. Jedziemy na stojąco przez kilkaset metrów by wyjechać na nowy i dobry asfalt. Nie bardzo potrafię zrozumieć o co chodziło z tą ścieżką ale obie nawigacje oraz znak drogowy pokazały, że właśnie tam trzeba skręcić?
Po drodze do granicy mijamy jeszcze wiele wiosek i pojedynczych domków, które bardziej przypominają lepianki ? tam cywilizacja jeszcze długo nie dotrze. Po przekroczeniu granicy z Bułgarią mamy super asfalt i szeroką drogę do samej Sofii, którą zwiedzamy wieczorkiem. Zmiana czasu powoduje, że na zwiedzanie mamy godzinę mniej niż zazwyczaj ale jak się okazuje nie ma czego żałować. Sofia to naszym (zgodnym) zdaniem najmniej ciekawe miasto na całej trasie. Wieczorkiem przy piwku żyjemy jednak przejechaną tego dnia trasą. Jedną z najpiękniejszych o ile nie najpiękniejszą ze wszystkich jakie przejechaliśmy. Równać się z nią może trasa przez rumuńskie Karpaty ale o tym za chwilę.

Belgrad -> Sofia


Dzień VII Słoneczny Brzeg
Wyjeżdżając z Sofii poznajemy drogi w Bułgarii i jesteśmy bardzo mile zaskoczeni. Nie dosyć, że jedziemy wzdłuż Karpat to asfalcik jest nowy, ruch minimalny a podjazdy pod góry mają dwa pasy (przynajmniej część z nich) ? Nie muszę tłumaczyć ile frajdy daje motocykliście taki podjazd ? Gdyby nie fakt, że przed nami było jeszcze dobrze ponad 300km to pewnie byśmy wrócili na te winkle a tak trzeba było jechać dalej. Ok 150km od Słonecznego Brzegu ruch robi się spory i choć droga jest całkiem dobra to tempo podróży spada. Jakieś 100km od celu słabnie mi motocykl co trochę mnie martwi, przyczyną może być paliwo albo zapchany filtr powietrza, przynajmniej tak mi się wydaje. Stajemy na najbliższej stacji tankuję 98 i wszystko wraca do normy. Na 30km przed Słonecznym Brzegiem kończy się dobry asfalt a my jedziemy przez wioski wypatrując morza.
W mieszkaniu jesteśmy ok 16:00. Mieszkanie, że tak powiem należy do rodziny i jest wynajmowane na wakacje więc jeżeli ktoś z KFM-u lub waszych znajomych szukałby apartamentu do wynajęcia to polecam, obiecuję zniżki jeżeli tylko się powołacie na KFM. Zdjęcia z mieszkania są wrzucone do galerii więc można sobie obejrzeć. Ja tam byłem pierwszy raz ale muszę przyznać, że całkiem fajnie. Wszystko nowiutkie, basenik na terenie i strzeżony parking.

Sofia -> Słoneczny Brzeg


Dzień VIII ? XII
Słoneczko, basenik, piwko, Kadarka, karty, knajpy i ciepłe morze ? tak można opisać te kilka naprawdę ?męczących? dni ;) naprawdę warto tym bardziej że ceny duuuużo niższe niż w Polsce, o polskim morzu nie mówiąc.



Dzień XIII Burlusi
Z naszej trasu wypadł Bukareszt, do którego mieliśmy wyjechać właśnie tego dnia, ale analizując wszystkie za i przeciw stwierdziliśmy, że lepiej mieć więcej czasu w samych rumuńskich Karpatach - jak się później okazało decyzja była dobra. Do przejechania mamy jednak ponad 500km więc wstajemy rano i jedziemy na kemping o którym przeczytaliśmy w relacji Kubka (Burlusi obok Curtea de Arges ). Niestety pierwsze km przebiegają kiepskimi drogami. Co gorsza mamy małą stłuczkę z Jacem, czego efektem jest połamany nasz boczny kufer. Ale i tak ważne, że nic nikomu się nie stało (no może poza obitą nogą Joli, ale to nic poważnego). Chwila refleksji nad tym co się stało, zebranie skarpet z ulicy i bierzemy się za naprawę a raczej za łatanie. Taśma, czarny gruby worek foliowy i gumy załatwiają sprawę. Nie ukrywam, że uratowały nas pasy którymi spinaliśmy boczne kufry - patent podpatrzyliśmy na zdjęciach z wyprawy Kubka ? dzięki ;) gdyby nie to, problemy z drogą powrotną mogłyby być o wiele poważniejsze.
Na granicy z Rumunią czekamy niecałą godzinę, gdyż remontują most nad Dunajem i ruch jest wahadłowy. Pierwsze 50km jedziemy lokalnymi drogami na których asfalt pozostawia wiele do życzenia na szczęście wjeżdżamy na autostradę do Pitesi, która jest naprawdę dobra. Do celu docieramy późnym popołudniem i doświadczamy drobnych problemów z komunikacją w języku rumuńskim, ale jakoś ustalamy wszystko: nocleg 50zł od osoby, jedzenie - grill 20zł przy czym choć nikt z nas nie ma pewności co zjedliśmy to było smacznie i dużo, a tego nam było trzeba po dniu pełnym wrażeń.

Słoneczny Brzeg -> Burlusi


Dzień XIV Transfogarska
Celem jest trasa transfogarska (podjazd od południa i dojazd do Cluj Napoca na kolejny nocleg). Zanim wyruszyliśmy okazało się, że poprzedniego dnia uszkodził się stelaż pod tylny kufer, który zaczął właśnie pękać. Ta świadomość trochę psuje mi wrażenia z trasy ale tylko troszeczkę ;) Niestety asfalt na dole po południowej stronie jest fatalny co przyspiesza pękanie stelaża, później jest już całkiem przyzwoicie. Samej trasy nie da się opisać żadnymi słowami. Natomiast gorąco polecam wyjazd wszystkim motocyklistom!!! Warto tylko pamiętać, że to góry i pogoda tu bywa kapryśna. Na trasie mijamy wielu motocyklistów ubranych w przeciwdeszczówki, co nie napawa optymizmem. Szczęśliwie jednak deszcz nas nie dopada, temperatura na górze jest jednak zdecydowanie niższa, ale ciężko się dziwić na 2065m n.p.m. ? Zaraz po zjeździe zatrzymujemy się w pierwszej wiosce w której widzę jakiegoś faceta. Na migi dogadujemy się z nim i jego kolegą. Pytamy o możliwość naprawy (zespawania) stelaża. Facet mówi, że spawanie odpada, ale każe poczekać. Po chwili wraca z dwiema śrubami, mierzy je później docina jedną z nich wkładamy pomiędzy pękniętą rurkę stelaża i na tym patencie bez problemów dojeżdżamy do samego domu. Nawet dobrze nie zdążyłem podziękować bo facet się uśmiechnął odwrócił wsiadł do Dacii i odjechał. W drodze do Cluj Napoci zaczyna padać deszcz choć to chyba zbyt duże słowo, ale nie chcemy ryzykować więc stajemy na stacji. Spotykamy rumuńskiego motocyklistę który jedzie na południe. Zamieniamy parę zdań a po pół godzinie ruszamy dalej. Cluj Napoci nie zwiedzamy choć to chyba błąd,  miasto wyglądało naprawdę przyjemnie, ale będzie powód by tam wrócić. Dojeżdżając do hotelu, Jacowi łamie się dźwignia zmiany biegów, którą zastępuje łyżeczką do herbaty ? - ważne, że działa. Następnego dnia Jacu musi wracać do Polski więc z samego rana wyrusza do Kielc.

Burlusi -> Cluj ? Napoca


Dzień XV Tokaj
Wyruszamy do Tokaju. Jako, że to sobotni poranek ruch jest niewielki, dobra droga i ładne widoki powodują że jazda jest naprawdę przyjemna. Dojeżdżając do Zalau wjeżdżamy ponad 330m różnicy poziomów pod górę, dwa pasy w jedną stronę? ZDECYDOWANIE POLECAM TĄ DROGĘ.
Na Węgrzech przez spory odcinek jedziemy za dwójką lokalnych motocyklistów, których serdecznie pozdrawiam (choć pewnie nigdy tego nie przeczytają) ?
Docieramy do Tokaju i znajdujemy kwaterę za 40zł. Miasteczko jest bardzo przyjemne i co nas mocno dziwi dość puste. Na rynku jemy obiad popijając bardzo dobrym Tokajem (polecamy restauracyjkę która jest zaraz przy fontannie) mają tak polskie menu ?. Później trafiamy do sklepu z winami przy którym wywieszona jest Polska flaga. Właściciel dobrze mówi po angielsku i tłumaczy, że ma znajomych w Nowym Targu z którymi również współpracuje. Poza tym jeździ motocyklem. Kupujemy u niego butelkę wina, którą konsumujemy z Jolą siedząc na pomoście i rozmyślając o całym wypadzie? jutro powrót.
Sam Tokaj warto polecić na weekendowy wypad.

Cluj ? Napoca


Dzień XVI Kielce
Gospodarz u którego nocowaliśmy życzy nam szerokiej drogi (chyba tak było bo mówił po węgiersku) i ruszamy w kierunku Słowacji. Nawigacja z niewiadomych powodów się gubi, ale jakoś dojeżdżamy do granicy. Niestety na Słowacji również mamy problemy z GPS-em dlatego zaczynamy jechać po znakach. Granicę przekraczamy na malutkim przejściu w okolicy Nowego Sącza i znaną nam drogą docieramy do Kielc. Niestety w Polsce przekonujemy się, że najgorzej jeździ się właśnie u nas. Ilość samochodów połączona ze sposobem jazdy kierowców i średnimi drogami robi swoje. Na szczęście 4.100km przejechaliśmy bezpiecznie a wrażeń mamy na całą zimę? choć już myślimy gdzie jechać w przyszłym roku.:)

Tokaj -> Kielce
Żyje się po to żeby jeździć... Jeździ się po to aby żyć...

kubek

A pisałem o zielonej karcie >:(

Fajna wycieczka. Jakieś plany na przyszły rok?

Jolcia

Kubek - owszem, pisałeś. Ale my już byliśmy w trakcie podróży.. a Twoją relację o zielonej karcie przeczytaliśmy w hostelu w Belgradzie ;)
"Żałujemy w życiu tylko tego, czegośmy nie uczynili."

                                                       Jean Cocteau

pat

Cytat: kubek w  3 Październik 2011, 00:50:28
Jakieś plany na przyszły rok?


No cóż... na przyszły rok trochę mniej ambitnie (przynajmniej póki co) ;) na chwile obecną są dwie opcje do wyboru: Litwa, Łotwa, Estonia lub Szwajcaria ale w każdym przypadku to wypad 9-cio dniowy. Zobaczymy co czas pokaże.

Bardziej ambitnie będzie za dwa lata... mam takie przeczucie :)
Żyje się po to żeby jeździć... Jeździ się po to aby żyć...

pat

Żyje się po to żeby jeździć... Jeździ się po to aby żyć...

jacu

wreszcie miałem troche czasu żeby wrzucic zdjecia
sory Jolu że tak późno filmiki wrzuce też ale nie wiem kiedy

https://picasaweb.google.com/jacekkielce/Europa201102?authkey=Gv1sRgCIS3v_md_djeHw#5661481352472329794
GG 4875121

Szczurkov

9 Październik 2011, 21:39:25 #40 Ostatnia edycja: 9 Październik 2011, 21:49:42 by Szczurkov
Pat, Jacu może lepiej by było wrzucić fotki i filmy do galerii?

P.S. W przyszłym roku jadę z Wami! :D
BRH+  tel. 530482278
Nie zajmuje się aktywacją kont!!!

http://dogry.pl/r/30541347


jacu

GG 4875121

pat

cieniasy ;)

a swoją drogą super traska :) ojjj piękne wspomnienia...
Żyje się po to żeby jeździć... Jeździ się po to aby żyć...